Kingdom Come Deliverance 2

Czyli negatywna recenzja z pozytywną konkluzją



Artykuł przygotował: Wojciech Lemański

Po długim czasie oczekiwań oto w końcu Królestwo nadeszło! Kingdom Come Deliverance 2 ukończyłem tak bardzo, że na ten moment bardziej się nie da, więc mam trochę przemyśleń, którymi chętnie się podzielę. Z moich dwóch poprzednich tekstów możecie wywnioskować, że jestem „psychofanem” jedynki i praktycznie nie widziałem w niej wad. Czy podobnie stało się w przypadku drugiej części i czy Kingdom Come Deliverance 2 stał się Mesjaszem gamingu? Eeee… i tak, i nie. Perspektywa pierwszego Kingdoma będzie ważnym motywem dla wszystkiego, co poniżej przeczytacie. Warto, więc mieć to na uwadze.

To ja biegnę do sklepu w dzień premiery Kingdom Come Deliverance 2! Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
To ja biegnę do sklepu w dzień premiery Kingdom Come Deliverance 2!

Henryk 2: Zemsta Henryka

Na temat fabuły nie ma co się rozpisywać, warto ją odkrywać samodzielnie, lecz mimo to wypada przybliżyć ją choć pokrótce. Zaczynamy dokładnie w tym momencie, w którym zakończyła się nasza poprzednia przygoda. Główny bohater Henryk wraz z młodym szlachcicem Janem Ptaszkiem i jego świtą wyruszają do zamku Trosky, aby przekonać tamtejszego lorda, by ten przystał do sojuszu przeciwko królowi Zygmuntowi Luksemburskiemu (nie będę wchodził w szczegóły, bo tekst i tak będzie długi. Mój poprzedni wpis dotyka tematu historycznych animozji, z którego można wywnioskować, o co chodzi). W drodze do zamku misję trafia szlag – zostajemy napadnięci przez bandytów, tracimy wszystko, co świadczyłoby o szlacheckim pochodzeniu naszych bohaterów, a do tego Henryk spada z wysokości, przez co mocno się obija i traci wszystkie swoje statystki. W ten sposób twórcy rozwiązali problem grania już rozwiniętą w jedynce postacią, co i tak jest dziwne, bo czemu np. zapomniał technik walki? No, ale niech będzie. Wszystkie statystyki spadły nam prawie do zera, nie mamy zbroi, broni, konia, a nawet nasz pies Orzech się zgubił.

Co więcej, po dotarciu przed bramy zamku strażnicy nie chcą nas wpuścić, bo bardziej przypominamy żebraków niż posłańców z wiadomością. To, co się dzieje dalej, to splot przeróżnych zdarzeń i zwrotów akcji. Fabuła podobnie, jak w poprzedniej odsłonie bazuje na prostym koncepcie (odnajdź miecz w jedynce – dostarcz wiadomość w dwójce), który komplikuje się na tyle mocno, że zamienia się epicką przygodę.

Muszę przyznać, że przedstawiona w Kingdom Come Deliverance 2 historia jest absolutnie fantastyczna. Dialogi są świetnie napisane, pojawia się mnóstwo bohaterów, którzy są barwni i charakterni. Spaja się to w piękną całość, trzymającą w napięciu. Co rusz wydarza się coś niespodziewanego, a twórcy wtłaczają Henryka w coraz to bardziej szalone akcje. Ale mimo to czegoś mi tu zabrakło. Mianowicie w pierwszej części najmocniej urzekła mnie dynamiczna konstrukcja głównego bohatera. W trakcie rozgrywki rozwijaliśmy nie tylko jego zdolności, ale mieliśmy poczucie, że zmienia się charakter Henryka wraz z dalszymi etapami przygody. Od niezdarnego chłopka ze wsi, co niewiele widział, niewiele wie i niewiele potrafi, aż po odważnego, mężnego rycerza, który nie boi się walczyć o swoje ideały. Henryk dzięki temu wydawał mi się żywszy, ciekawszy i po prostu spójny.

W dwójce (Kingdom Come Deliverance 2) tego kompletnie nie ma, co jest zapewne podyktowane potrzebą stworzenia bardziej epickiej i większej opowieści o królach, lordach i polityce. Trochę szkoda, że zabrakło w tym głównego bohatera. Pod względem charakteru Henryk, którego poznajemy na początku, jest dokładnie tym samym Henrykiem, z którym żegnamy się, oglądając napisy końcowe (tyle że przypomniał sobie, jak się walczy mieczem). Gracze, którzy nie zetknęli się z jedynką i wejdą od razu do drugiej części, stracą wiele w kontekście zżycia się z bohaterem i jego historią. Ale żeby nie było, tak jak wspomniałem wyżej – przedstawiona historia mimo to jest naprawdę fantastyczna i śledzi się ją z zapartym tchem.

Przygoda wypełniona jest momentami, które aż chce się uwieczniać! Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Przygoda wypełniona jest momentami, które aż chce się uwieczniać!

Uproszczone średniowiecze

A czym jest Kingdom Come Deliverance 2 (KCD 2) względem mechaniki? Na pierwszy rzut oka jest absolutnie tą samą grą, co jedynka, ale usprawnioną. Mamy praktycznie te same zdolności, możemy podejmować takie same akcje, dodano jedynie niewielkie ulepszenia (np. możliwość automatycznego śledzenia postaci, trzymanie się drogi podczas jazdy koniem), dodano jako minigrę kowalstwo (które jest mechanicznie bardzo prostą czynnością, więc mam nadzieję, że rozbudują ją w zapowiedzianym dodatku, w którym zostaniemy właścicielem własnej kuźni), dodano też kusze i prymitywną broń palną, stanowiącą raczej ciekawostkę niż faktyczną zmianę w gameplay’u.

Ale dlaczego jest pięknie tylko na pierwszy rzut oka? Ano, bo jak się przyjrzymy, to łatwo dostrzec, że z jednej strony są to ulepszenia z kategorii tzw. „quality of life”, ale z drugiej dostajemy ogromne uproszczenia względem pierwszej części. Weźmy np. umiejętności i perki, które zdobywamy, rozwijając Henryka. W jedynce nie było ich za wiele, ale przez całą rozgrywkę ciągle miałem ochotę się rozwijać, aby mój bohater nauczył się czegoś nowego, poczucie progresu było ze mną stale przez całą grę. W dwójce to uczucie w dużej mierze zniknęło. Perków jest dużo więcej, bo prawie trzysta, ale co z tego, skoro większość z nich nie jest w ogóle atrakcyjna i nie wnosi nic szczególnego do gry? Ot zadajemy 5% więcej obrażeń kłutych.

Innym razem zadajemy 5% więcej obrażeń ciętych. A potem, o zgrozo, zadajemy 5% więcej obrażeń miażdżonych! Pojawiło się dużo umiejętności procentowych, które sprawiają, że bohater jest silniejszy, to fakt, ale też, że nie odczuwamy bezpośredniej zmiany w rozgrywce. Jest to błąd, przez który rozwój postaci w Wiedźminie 3 był tak nieatrakcyjny. Prawie wszystko, co mogliśmy ulepszyć, to „więcej przyjmę ciosów na klatę”, „mocniej uderzę mieczem”, „mocniej walnę z igni” itp. Itd., ale brakło usprawnień rozgrywki. Niestety, tu jest trochę podobnie i nie czułem, żeby rozwój postaci był tak ekscytujący, jak w jedynce.

Co więcej, ewidentnie coś jest nie tak z rozkładem progresu, bo bardzo szybko stajemy się takim koksem, że już na pierwszej mapie (w dwójce mamy dwie: okolice zamku Trosky z Czeskim Rajem i na drugiej Kuttenberg z okolicznymi wsiami) byłem w stanie samodzielnie skosić obóz nawet 7-8 bandytów. W Kingdom Come Deliverance I (KCD I) byłoby to niemożliwe nawet w pełni ulepszoną postacią z najlepszym pancerzem. Co jest tego powodem? Moim zdaniem w dużej mierze zbyt silne uproszczenie walki oraz, co za tym idzie, zbyt szybki dostęp do dobrego sprzętu. Łatwiej walczyć, łatwiej zdobyć zbroję po zabitych wrogach, ze zbroją walczy się jeszcze łatwiej, więc walczymy z silniejszymi wrogami i mamy jeszcze lepszy sprzęt, i tak aż nie znajdziemy najlepszego (co u mnie stało się bardzo szybko).

Samo uproszczenie walki nie polega na zmniejszeniu ilości punktów, z których możemy wyprowadzić cios, jak to możemy wyczytać na różnych portalach. Problem leży w czasie, który gra daje nam na wykonanie idealnego bloku i kontrataku. W jedynce był to ułamek sekundy, walka była realistyczna i płynna, więc jeśli wróg robi zamach, to nie ma dużo czasu na blok, musimy być precyzyjni i zrobić to w trakcie jego zamachu. W Kingdom Come Deliverance 2 (KCD 2) ten czas wydłużono tak bardzo, że bez problemu widzimy, jak wróg podnosi broń do zadania ciosu, następnie zatrzymuje się na chwilę, po czym pojawia się bardzo wyraźna ikonka, mówiąca, że możemy wykonać idealny blok.

Jest to tak długi czas, że możemy blokować i kontratakować bez końca, a przez to też nie musimy mieć nawet zbroi ani jakiejś dobrej broni, żeby zabić nawet opancerzonego przeciwnika. Po prostu dłużej będziemy go bić. No, chyba że jest w grupie, ale tu też dostrzegam mocne uproszczenie. Wrogowie już nie atakują całą gromadą, tak jak to miało miejsce w jedynce, ale dużo częściej czekają na swoją kolej, atakując pojedynczo. Miałem nawet takie sytuacje, że wróg stojący z tyłu po prostu schował broń i czekał… Może to był akurat błąd, no ale mimo wszystko nie miałem problemu z atakowaniem dużych grup wrogów, bo ci i tak z rzadka atakowali jednocześnie.

Come at me! I tak jestem niezniszczalny! Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Come at me! I tak jestem niezniszczalny!

Wydłużenie czasu na wykonanie bloku oraz kurtuazja przeciwników związana z ich szacunkiem do pojedynków sprawiła, że walka w Kingdom Come Deliverance 2 (KCD 2) jest banalnie prosta. Tak bardzo, że postanowiłem przejść grę drugi raz, kompletnie omijając misje poboczne i rozwijanie postaci. Po prostu chciałem przejść misje główne. I udało mi się to bez większych problemów (w dwóch miejscach się pomęczyłem, ale finalnie się udało).

Nie sądzę, abym był w stanie to zrobić w jedynce. Inna sprawa to fakt, że w jedynce po prostu musieliśmy ćwiczyć walkę u kapitana Bernarda, żeby coś osiągnąć, bo uczył nas przydatnych rzeczy. Bez tego dostawaliśmy srogie bęcki, gdyż mogliśmy natrafić na przeciwnika, który był w stanie blokować każdy zwykły atak, inny nie dał się pokonać w klinczu, jeszcze inny świetnie kontratakował. W dwójce z każdym przeciwnikiem walczy się tak samo i w sumie nie musimy nawet specjalnie ćwiczyć walki, żeby wygrywać pojedynki. Co prawda tu też można się uczyć kombinacji, ale ja przez całą rozgrywkę nauczyłem się jednej i za bardzo z niej nie korzystałem, bo nie było takiej potrzeby. W poprzedniej części uczyliśmy się kombinacji, żeby walczyć efektywnie, w dwójce, żeby walczyć efekciarsko. Szkoda.

Ale mimo to pojedynki wciąż wymagają jakiegoś skupienia, a postacie są cudownie animowane! Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Ale mimo to pojedynki wciąż wymagają jakiegoś skupienia, a postacie są cudownie animowane!

Nadzorować i karać

Całkowicie przebudowany został system łamania prawa i kar za przestępstwa. Pojawiła się mechanika terenu prywatnego z odpowiednimi oznaczeniami, które wyświetlają się u góry ekranu zawsze wtedy, gdy wejdziemy do miejsca, w którym nie powinniśmy się znaleźć. A gdy już tak się stanie i ktoś nas zauważy, zostaniemy zrugani i pod groźbą wezwania straży wyrzuceni z domostwa. Działa to raz lepiej, raz gorzej, bo czasami trudno jest określić, gdzie możemy wejść, a gdzie nie, a w dodatku zbyt często mechanika uaktywnia się jeszcze zanim wejdziemy do pomieszczenia. W ten sposób kilka razy zbyt bliskie podejście do drzwi wejściowych chaty wieśniaka spowodowało w mojej rozgrywce alarm stawiający na nogi pół wsi, jakobym pałętał się po domach.

Działa to trochę nieintuicyjnie i koślawo. Kompletnie dziwne jest aktywowanie się „prywatnego terenu” w gospodach, gdzie wykupiłem miejsce do spania. Kilkukrotnie nie mogłem skorzystać z własnego posłania, ponieważ teren, w którym stało moje łóżko, wieczorem nagle stawał się „prywatny”. Każda próba pójścia spać kończyła się wybudzeniem przez strażnika, który kazał mi się wynosić – z własnego, wykupionego łóżka… (mam pewność, że to moje łóżko, bo tylko przy własnym łóżku pojawia się opcja „sen i zapis”. Przy cudzych mamy tylko opcję „sen”).

Ale dalej, co do kar. Teraz nasze przestępstwa karane są surowiej. NPC-e orientują się, kiedy coś im znika z kieszeni bądź kuferków, przez co w wiosce może się pojawić więcej straży, a kiedy założymy na siebie coś kradzionego, to osoba, do której dana rzecz należała, może rozpoznać swoją własność i wydać nas władzom. Gdy popełnimy za dużo przestępstw, zostajemy napiętnowani, przez co drastycznie spada nam reputacja, a co za tym idzie, kupcy sprzedają nam towary po wyższej cenie, zaś oberżyści mogą nie zgodzić się wynająć nam miejsca do spania. Gdy będąc napiętnowanym coś przeskrobiemy, kończymy na szafocie.

Bardzo ciekawy system, aczkolwiek średnio przydatny, ponieważ możemy na tyle sposobów spławić strażnika, że przez całą grę nie miałem żadnego problemu z prawem, mimo okradania wieśniaków. W grze nawet za zabójstwa nie musimy odpowiadać, mając odpowiedni poziom charyzmy, co naprawdę nietrudno jest osiągnąć, np. odpowiednio się ubierając (czysty, szlachecki strój zwiększa poziom charyzmy). Z tego względu też niektóre umiejętności wydają się nieprzydatne (perk „Podstawy prawa”), bo po co mi większa szansa na sukces podczas rozmowy ze strażnikami, skoro mam maksymalną charyzmę? Cały system karania jest raczej ciekawostką niż mechaniką, mającą realny wpływ na rozgrywkę i podejmowane przez nas decyzje – okraść czy nie okraść, oto jest pytanie.

Świat gry jest ciekawie zaprojektowany i żywy. NPC-e pamiętają o naszych złych występkach. Strażników też nie brakuje. Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Świat gry jest ciekawie zaprojektowany i żywy. NPC-e pamiętają o naszych złych występkach. Strażników też nie brakuje.

Bycie łowczym mi nie wyszło…

Dość dziwne jest dla mnie podejście do polowań. Mam wrażenie, że pod tym względem sporo się zmieniło. Słowem wstępu, bardzo lubię gry, w których da się polować, ale niekoniecznie jest to najważniejszy aspekt danej produkcji. Coś dla oddechu od głównego wątku. Świetnie to działa w Red Dead Redemption 2, gdzie możemy faktycznie tropić zwierzynę, badać ją, sprawdzić stan zwierzęcia, przy pomocy właściwie dobranej broni upolować, następnie oprawić, załadować rulon futra na konia i wybrać się do handlarza. Fajnie to buduje immersję i wczucie się w kowboja, starającego się przetrwać.

W pierwszej odsłonie Kingdom Come Deliverance (KCD I) ten aspekt nie jest aż tak rozbudowany, ale wciąż bardzo lubiłem poranne wyjścia do lasu, żeby potrenować strzelanie. Dzięki temu można było poczuć progres rozwijania umiejętności strzelania z łuku, bo strzał do niewielkiego ruchomego celu, jakim był zając, sprawiał masę satysfakcji. W dwójce, co prawda też możemy tak zrobić, ale po pierwsze mam wrażenie, że szansa na spotkanie zająca na mapie jest dużo niższa, a także więcej jest saren, jeleni i dzików (oraz wilków, które są nowością w serii), a po drugie zabrakło wielu umiejętności, które koncentrowały się na polowaniu.

Nie ma już perka, który sprawiał, że mogliśmy bliżej podejść do zwierzęcia bez ryzyka spłoszenia go, a także nie ma w sumie sensu polować, bo całkowicie zabrakło zadań zlecających pozyskanie np. króliczego czy jeleniego mięsa bądź futra. Takich zadań dość sporo było w jedynce, w dwójce nie znalazłem ani jednego. Za to bardzo często tropimy i pozbywamy się kłusowników. Tak jakby twórcy zrobili jakiś eko zwrot w projektowaniu gry na rzecz pozytywnego podejścia do zwierząt. Nie mówię, że to źle, ale zmiana jest dość zauważalna, szczególnie że pojawiło się nawet osiągnięcie, wymagające przejścia gry bez zabijania zwierząt i bez jedzenia mięsa. Ot taka ciekawostka raczej, ale aspekt wczucia się w łowczego (którym w jedynce nawet mogliśmy zostać) w Kingdom Come Deliverance 2 zniknął całkowicie.

No, ale świat to jest piękny. Kto zgadnie, który obrazek jest prawdziwy? Czeski raj. Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
No, ale świat to jest piękny. Kto zgadnie, który obrazek jest prawdziwy?

Świat otwarty na nowe doznania

Ważnym aspektem średniowiecznej przygody jest klimat średniowiecznych Czech i ten ponownie został oddany świetnie, a przynajmniej w dużej mierze. Natura jest absolutnie przepiękna, lasy gęste i realistyczne, ptaszki wesoło ćwierkają, a Czeski Raj został odwzorowany po prostu cudownie. Dobrym pomysłem było dodanie do gry trybu fotograficznego, z którego korzystałem często, choć zwykle tego nie robię, ale tu przykuwających oko widoczków było bez liku. To w kwestii natury. Co do wsi i Kuttenberga, to wszelkie wioseczki i małe osady są zrealizowane również bardzo ładnie. Wszystkie różnią się od siebie i mają swój klimacik.

Niestety, odnoszę wrażenie, że w niektórych po prostu nie ma co robić, co jest trochę niewykorzystanym potencjałem. W takich Horzanach czy Starej Kutnej mamy chyba po jednym zadaniu i tyle, więc nie spędzamy tam za wiele czasu. A szkoda. No i najważniejszy aspekt dwójki, którym twórcy szczycą się od pierwszych zapowiedzi gry — wielkie, tętniące życiem miasto Kuttenberg! Muszę przyznać, że robi bardzo pozytywne wrażenie. Faktycznie ulice są pełne ludzi, zajmujących się własnymi sprawami, są kupcy, targi, oberże, mnóstwo płatnerzy, mieczników, kowali itp. Są miejskie łaźnie oraz bardzo ciekawe zadanie z nimi związane. W mieście naprawdę jest co robić.

Szkoda tylko, że nie do każdego budynku da się wejść, a poruszanie się po mieście było na tyle problematyczne, że często wolałem używać szybkiej podróży do innej części miasta niż „iść z buta”. Bardzo dużo drzwi, które ewidentnie skróciłyby drogę do celu, są po prostu niemożliwe do otwarcia, tak samo wiele budynków. Nieraz budziło to we mnie poczucie, że poruszam się po makiecie na planie labiryntu. Ale to szczegół, bo całość wygląda absolutnie pięknie i w Kuttenbergu spędzimy sporo czasu, wykonując masę zadań pobocznych, jak i głównych.

Kuttenberg jest najlepiej wyglądającym miastem w grach osadzonych w średniowieczu. Change my mind. Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Kuttenberg jest najlepiej wyglądającym miastem w grach osadzonych w średniowieczu. Change my mind.

Jeszcze w kwestii klimatu w KCD I bardzo lubiłem to, że w każdym zakątku świata czuć było taką swojskość, pewnego rodzaju prostotę i silne przywiązanie mieszkańców do religijności. Wszystko powyższe w dwójce trochę się rozmyło. Sądzę, że przyczyną jest postawienie karty na bardziej epicką przygodę i ulokowanie części gry w dużym mieście, w którym faktycznie mieszają się różne kultury, religie i stany ludności. Dzieje się tu bardzo dużo, czasami nawet aż za dużo, bo mamy Niemców, Francuzów, Polaków, Włochów, Węgrów, Kumanów, Romów, Żydów, a nawet słynnego już Musę z Mali Wszystkie te postacie są świetnie napisane i mają logiczne miejsce w świecie, ale takie rozbicie kulturowe plejady bohaterów, jak dla mnie sprawia, że zatraca się to, co w jedynce było tak oryginalne, czyli swojski, drobnoszlachecki klimat.

Tak samo w kwestii religijności. Nie przypominam sobie, żeby podczas grania w Kingdom Come Deliverance 2 (KCD 2) Henryk potrafił przeżegnać się np. podczas rozmowy o diable. Nie spotkałem też zbyt wielu modlących się osób. Może ma to związek z karygodną decyzją o zamknięciu wszystkich kościołów w grze?! Co stanowi akurat poważny mankament, choć świątyń w grze pojawia się sporo, to jednak wszystkie są zamknięte na głucho. W poprzedniej części mogliśmy wejść do każdej z nich, spotkać modlącego się ojca bądź wieśniaków, obejrzeć piękne freski na ścianach, a to wszystko dla wzmocnienia średniowiecznego klimatu. W dwójce nie ma tego w ogóle. Nawet do klasztoru nie da się wejść, aczkolwiek już zapowiedziano dodatek, którego akcja podobno ma się w nim rozgrywać, więc liczę na to, że chociaż ten przybytek z czasem zostanie otwarty.

Możemy znaleźć wiele miejsc, w których da się po prostu usiąść i podziwiać. Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Możemy znaleźć wiele miejsc, w których da się po prostu usiąść i podziwiać.

Hernyk bez portek wertuje menusy

Kolejną istotną sprawą jest całe centrum dowodzenia, czyli wszelkie dzienniki zadań, mapy, kodeksy, receptury i ekwipunek. Co do ekranów w menu, to zrobiło się dziwnie. Jakoś do samego końca nie mogłem przyzwyczaić się do „ćwierć-okienek” z dodatkowymi informacjami, które pojawiają się po przesunięciu ekranu w lewo bądź w prawo. Wygląda to kiepsko pod kątem UX i często przeskakiwałem okienko za daleko. Mimo to, w dwójce jest łatwiej połapać się w zalewie przedmiotów, które nosimy przy sobie, niż w jedynce, więc chyba nie ma co się zanadto czepiać.

Bywa jednak i tak, że w menu zdarza się zalew ikonek i tekstu, co powoduje błędy, np. podczas handlu linijka tekstu z ilością pieniędzy, posiadanych przez kupca, zlewa się z innymi ikonami, przez co po prostu nie wiemy, ile ma pieniędzy. Dopiero po kliknięciu jakiegoś przedmiotu linijki na dole ekranu przestają na siebie nachodzić. Błąd, który irytował mnie przez całą grę. Nie wiem też, dlaczego rogi ekranu są przyciemnione. W sensie rozumiem, że miał to być efekt rozświetlającej ekwipunek pochodni, przez co jest ciemniej po bokach, ale kompletnie niszczy to czytelność niektórych elementów interfejsu, przez co musiałem zbliżać się czasami do telewizora, żeby móc przeczytać, co w tych rogach jest napisane.

Menu jest po prostu za ciemne, jak na mój gust. Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Menu w Kingdom Come Deliverance 2 jest po prostu za ciemne, jak na mój gust.

Dostaliśmy też trzy „sloty” na strój, dzięki czemu możemy w mig przełączać się pomiędzy naszymi ubrankami, które bardziej przydadzą się w danej sytuacji, np. na jednym slocie możemy zrobić opancerzonego rycerza, gotowego do walki, na drugim ubierzemy Henryka w elegancki strój szlachecki, aby zwiększyć jego charyzmę, a na trzecim możemy trzymać ciemne ubrania, potrzebne do skradania się.

Ogólnie rzecz biorąc super, że jest taka opcja, ale ma dwa mankamenty. Po pierwsze Henryk nie jest w stanie unieść zbyt wielu rzeczy, więc waga aż trzech zestawów ubrań i różnych broni jest po prostu zbyt duża. Z tego powodu zostaje nam niewiele miejsca na inne przedmioty, jak jadło, książki czy zestawy naprawcze. Co prawda możemy to wrzucić na konia, ale koń też ma ograniczoną ilość miejsca i przerzucanie rzeczy z Henryka na konia i na odwrót jest męczące, szczególnie u kupców, ponieważ gdy już wejdziemy pod dach, to nie możemy zdjąć rzeczy z konia. Musimy wyjść na powietrze, by następnie przerzucić wszystko z ekwipunku konia do ekwipunku Henryka i powoli z pełnym obciążeniem wrócić do sklepu. Powiedzmy, że w grze nastawionej tak mocno na realizm, to ma sens, ok, niech będzie (aczkolwiek jak już, to jeszcze sensowniej byłoby, gdybyśmy musieli faktycznie podejść do konia).

Drugi problem z szybką zmianą stroju jest dużo bardziej denerwujący, a mianowicie gra tak często nas rozbiera, że już w połowie się poddałem i po prostu na drugim slocie trzymałem kopię tego stroju, którego używałem najczęściej, aby móc ponownie się ubrać, bez szukania po ekwipunku „co to ja miałem na sobie”. Serio, to jest męczące. W trakcie gry nabawiłem się traumy, bojąc się co chwilę, że gra mnie znowu obedrze z ciuchów. A to nas wtrącą do lochu i tracimy ekwipunek, a to się Henryk rozbiera do sceny miłosnej, a to gra wymaga założenia jakiegoś specjalnego stroju i nas przebiera, a to coś innego się wydarzy i tak co chwilę gra nas rozbiera, ale rzadko ubiera ponownie, przez co po niektórych misjach musimy siedzieć w menu ekwipunku i na nowo się oblekać. A warstw ubrań jest sporo, szczególnie w przypadku pełnego opancerzenia.

Opancerzonego Henryka trudno jest zabić, ale rozebrać już łatwo! Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Opancerzonego Henryka trudno jest zabić, ale rozebrać już łatwo!

Rycerz i błazen w jednym

Dobra, bo tak narzekam, jakby to był jakiś (hehe) wredny paszkwil, ale warto pamiętać o perspektywie. Ja piszę z pozycji absolutnego fana pierwszej części, niezwykle topornej, ale dzięki temu będącej bardzo oryginalną produkcją, z mocnym nastawieniem na mechaniki, a do tego z dobrą fabułą i dynamicznym bohaterem. Nie dziwię się, że twórcy musieli iść na ustępstwa i wiele aspektów rozgrywki mocno ułatwić, bądź spłycić. Gdyby tego nie zrobili, istniałoby duże ryzyko, że gra się nie sprzeda. A tak okazała się ogromnym hitem i w dwa tygodnie znalazła dwa miliony nabywców, a to naprawdę dużo, szczególnie jak na taką grę. Sądzę, że z tego wynikają ułatwienia w walce, bardziej epicka i przystępna fabuła, zwiększona różnorodność świata i zdecydowane luźniejsze i humorystyczne podejście do wielu zadań i bohaterów.

Obawiałem się, że twórcy pójdą mocniej w klimat „popijawy w Użycach” i tak też się stało. W internecie hula mnóstwo zabawnych filmików, przedstawiających śmieszne sceny z gry i odzywki Henryka, którymi możemy obrzucać przechodniów. Widać, że pisarze sobie pofolgowali. Dla mnie to jednak jest trochę za dużo i nie umiem już tak na poważnie wczuć się w postać głównego bohatera. W moich oczach stał się niespójny, a jego charakter rozmyty.

W dużej mierze gra przeobraziła się w zbiór śmiesznych gagów, a bohaterowie rzucają zabawnymi tekstami, które wylądują w kompilacji „funny moments” na YouTube. Wiem, to się klika, to się ogląda i potrafię to zrozumieć. Też nie raz się uśmiechnąłem. Te żarty są dobre, ale burzą mi obraz Henryk, którego poznałem kilka lat temu. Co prawda, jako że gra jest RPG-iem, to faktycznie w wielu sytuacjach możemy wybrać bardziej poważną odpowiedź i tak też starałem się grać. Mimo to niezależnie od tego, co powiemy, fabuła jest jedna i zmierza do bardzo konkretnego końca. Po przejściu gry dostajemy jedynie pewnego rodzaju ocenę naszego zachowania, ale jest tak absurdalna, że w smutnym w założeniach momencie się po prostu zaśmiałem. Wolałem jedno, spójne zakończenie jak w poprzedniej części, niż to dziwne podsumowanie.

Twórcy puścili wodze fantazji względem śmieszkowania. Żarty są zabawne, ale niszczy to spójność głównego bohatera. Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Twórcy puścili wodze fantazji względem śmieszkowania. Żarty są zabawne, ale niszczy to spójność głównego bohatera.

Bug z tobą Henryku!

Problemem jest niestety stan techniczny gry. Mimo że jak na obecny trend wydawania ledwie działających bubli, to Kingdom Come Deliverance 2 funkcjonuje naprawdę świetnie. Szczególnie na pierwszej mapie, gdzie wszystko jest płynne, przyjemne, a przyspieszanie czasu czy szybka podróż działają bardzo sprawnie. Na drugiej mapie pojawia się miasto, więc czasy ładowania oraz przyspieszania pory dnia ewidentnie zwalniają, a poruszanie się po Kuttenbergu zmniejsza ilość FPS-ów i powoduje ścinki. Ale to jak wspomniałem i tak świetny stan w kontekście stabilności. Problemem są jednak błędy, które często naprawdę frustrują, np. dziwne błyski światła, które pojawiały się bardzo często m.in. podczas walki. Nagle ekran potrafił zacząć migotać niczym przy potężnej burzy, przez co traciłem widoczność i naprawdę bolały mnie oczy (à propos nie polecam pić eliksiru „Nocny jastrząb” w deszczową noc, wtedy jest jeszcze gorzej).

Innym problemem są nakładające się na siebie linijki tekstu w polu handlu (o czym wspomniałem wyżej), czasem wróg wpadał mi pod tekstury, przez co musiałem wczytać grę, raz mnie wywaliło z gry, mechanika „terenu prywatnego” jest miejscami mocno zepsuta, a walka na nierównym terenie (np. na schodach) zwyczajnie nie działa. No i trzy znaczniki, sygnalizujące zadanie poboczne, nie chciały mi zniknąć z mapy, mimo że u danych osób nie miałem już nic do roboty. Bywałem u nich wielokrotnie w różnych porach dnia i nocy, i nigdy nie pojawiła się możliwość rozmowy. Sprawdziłem też poradniki, więc wiem, że po prostu dla tych osób zadania już wykonałem. Ale znaczniki uparcie trzymały się na mapie, powodując we mnie złość, bo nie lubię poczucia niezakończonych wątków (mimo że były zakończone). Czasami też nie działała opcja trzymania się drogi podczas jazdy konnej (koń po prostu wypadał z drogi i parł przed siebie), a także nie pojawiała się opcja śledzenia postaci w kilku momentach, w których nic nie stało na przeszkodzie, aby była obecna.

Typowa walka na schodach, czyli „opisz co dzieje się na obrazku”., Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Typowa walka na schodach, czyli „opisz co dzieje się na obrazku”.

Królestwo nadeszło i odeszło

Tak więc podsumowując, czy Kingdom Come Deliverance 2 to gra zła? Absolutnie nie. Wpakowałem w to ponad 100 godzin, przeszedłem dwukrotnie i bawiłem się absolutnie świetnie. Fabuła jest fantastyczna, bohaterów jest dużo, a wszyscy są charakterni i ciekawi, świat jest przepiękny i napakowany miejscami do odkrycia. Są wioski, twierdze, sztolnie, lasy, wojskowe obozowisko, wielkie miasto, kamienne labirynty w Czeskim Raju i wiele, wiele innych. Mimo uproszczeń i nierównego progresu wciąż możemy rozwijać Henryka w różnych sztukach i to cieszy (ale największą frajdę sprawia to w pierwszej połowie gry, gdy jesteśmy „gołodupcem”, w drugiej poczucie, że już wszystko osiągnęliśmy i jesteśmy zbyt mocni, rujnuje progres).

Twórcy ewidentnie celowali w nowych graczy lub tych, którzy odbili się od jedynki przez jej skomplikowanie i toporność, tak więc gra jest dużo przystępniejsza i przyjemniejsza w odbiorze. Krótko mówiąc, jest po prostu inna. Jedynka, jak i dwójka to produkcje świetne, ale z różnych powodów. Jedynka dzięki większej trudności, lepiej odwzorowanemu realizmowi, fabule bardziej skoncentrowanej na głównym bohaterze i poczuciu progresu, które jest z nami do samego końca (oraz poczuciu niebycia najsilniejszą postacią na świecie). Dwójka ma za to epicką fabułę, kapitalnie napisane dialogi, pomysłowe i rozbudowane zadania poboczne oraz jeszcze piękniejszy świat, gotowy do odkrywania. No i mimo wszystko od strony technicznej jest dużo, dużo lepiej.

Każdy może sam ocenić, co mu bardziej pasuje, ale ja polecam zapoznać się z oboma tytułami, najlepiej chronologicznie. Grając w samą dwójkę, również będziecie bawić się wybornie, ale zabraknie wam trochę istotnych elementów, wzbogacających doświadczenie (na przykład zżycie się z Henrykiem). Teraz czekamy na trzy dodatkowe przygody, które już zostały zapowiedziane oraz na poprawki błędów, które mimo całkiem dobrego stanu technicznego gry na premierę, wciąż są uciążliwe i jest ich całkiem sporo. I kto wie? Może kiedyś wrócę zdać relację z następnych przygód Henryka 🙂

Przeszedłem wszystkie zadania, zrobiłem platynę i tak sobie siedzę, czekając na dodatki., Kingdom Come: Deliverance 2, KCD 2, Kingdom Come: Deliverance II, KCD II, czeska gra o średniowieczu
Przeszedłem wszystkie zadania, zrobiłem platynę i tak sobie siedzę, czekając na dodatki.
Wojciech Lemański, archiwista Fundacji Wielki Człowiek

Wojciech Lemański – Absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Współpracował przy pisaniu tekstów z dwutygodnikiem „ArtPapier” oraz półrocznikiem „Postscriptum Polonistycze”. Pracował przy organizacji festiwalu „Na pograniczu kultur” w Białymstoku. Pasjonat gór, historii polskiego himalaizmu oraz gier video. Od 2020 r. współpracuje z Fundacją Wielki Człowiek w zakresie badania oraz realizacji procesów archiwistycznych związanych ze spuścizną Jerzego Kukuczki. Jest również współorganizatorem wielu inicjatyw kulturalnych.

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Może Cię zainteresować:

Przewijanie do góry