Bisz & Radex – Wilczy humor (recenzja płyty)

Powrót wilka



Bisz, Radex, Bisz & Radex, wilczy humor, Bisz - lata, recenzja płyty wilczy humor
Okładka płyty Bisz/Radex – Wilczy humor

Wydawca: PchamyTenSyf
Autor: Bisz, Radex
Tytuł: Wilczy humor
Data wydania: 2016
Liczba tracków: 11

Opis Wilczy humor za PchamyTenSyf:

Wyciągnęliśmy wszelkie płoty spomiędzy różnych muzycznych gatunków i stworzyliśmy z nich swój własny świat – mówią artyści. Album „Wilczy humor” to między-gatunkowa podróż w dorosłość, w treści pełna dystansu i ironii, a na płaszczyźnie muzycznej odważnie wkraczająca w alternatywę. Jest to całkiem nowy kierunek w twórczości artystów, którzy po raz kolejny zaskakują swoich słuchaczy.

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Wilczy humor to zdecydowanie najbardziej oczekiwana premiera 2016 roku wśród produkcji rapowych. I chyba najbardziej dzieląca fanów muzyki bydgoskiego rapera – Bisza. Co dostajemy po czterech latach od debiutu Wilka chodnikowego oraz po dwóch od kooperacji z B.O.K. przy produkcji Labiryntu Babel? Zupełnie nowy materiał, i to na tyle świeży, że trudno szukać mu podobnych na rodzimej scenie rapowej.

„Wilki wracają wiosną” – głosiło hasło z grafiki umieszczonej na profilu facebookowym artysty – i co? Bisz powrócił, ale jesienią usprawiedliwiając „poślizg” tytułem produkcji: Wilcze humory. W międzyczasie zwodził swoich słuchaczy i w zasadzie nie wypowiadał się o powstającym krążku, tym samym tworząc wokół niego aurę tajemniczości. Jeśli miałbym opisać płytę jednym słowem, to zdecydowanie byłaby to ironia. Zarówno uwidoczniona w warstwie tekstowej piosenek, jak podkreślana przez zabiegi promocyjne. Płyta wokół, której narasta wiele znaków zapytania (jej tytuł nie znany aż do dnia preorderu, podobnie jak twórca warstwy dźwiękowej), okazała się najbardziej osobistym materiałem Bisza.

Skąd więc ten podział wśród rzeszy fanów, jednego z czołowych polskich raperów? Wszystkiemu winna warstwa dźwiękowa, za którą odpowiedzialny jest Radex (lider zespołu Pustki), który dotychczas nie był kojarzony z estetyką rapową. I tak utwór Znak zapytania, będący pierwszym singlem płyty, delikatnie (choć naszpikowany breakami, glitchami i syntetyką) oddala się od „typowo” rapowych produkcji. Hipnotyzujące basy i naszpikowany intertekstualnie tekst z rapem Bisza pozwala jeszcze odnaleźć „starego, dobrego Biszu, podanego inaczej”. Jednak drugi singel Potlacz!, to już mocne wejście, w którym artysta jak głoszą jego wersy „wypłaca mentalnego liścia”, rapując do mocno tanecznego podkładu, wpadającego w powerpopowe brzmienia. Między innymi takie połączenia nie spodobały się wielu fanom tej muzyki, ale zarazem pozwoliły artystom dotrzeć do słuchaczy spoza rapowego światka i tam też zostali docenieni.

Wokół czego oscyluje płyta? To już nie poważne, często pesymistyczne zapisy z okresu dojrzewania, jakie mogliśmy usłyszeć na Wilku chodnikowym, czy też mocne w wymowie i zaangażowane społecznie utwory z Labiryntu Babel. Wszak, jak głoszą wersy Drugiego grymasu losu: „Bądźmy szczerzy, kogo obchodzi Bangladesz? / Ja nie wiem nawet gdzie leży, po co się spinać jak frajer / żądać dobrych manier od masowych rzezi”. To już zapisy z dorosłego życia – „Jestem skończony” (w zamyśle: uformowany) – stwierdza artysta, dzieląc się ze swoim odbiorcą. Zaczynając od Pierwszego grymasu losu, w którym „pytał się siebie czy to on nagrał? / Bo często czuł się, jakby wszystkich nabrał”, by w refrenie stwierdzić: „nigdy nie wiesz / czy los się śmieje do ciebie, czy z ciebie” – to wszystko skomponowane z ciekawym zestawieniem dźwięków, niepozwalających na monotonię i idealnie współgrających z wokalem rapera. Kolejny utwór to minimalistyczna warstwa dźwiękowa okraszona samplami instrumentów dętych; Bisz puszcza oko do słuchaczy  – „uważaj, gdzie stopy stawiasz, bo cię wezmą w nawias” – zapewniając, że „mam plan – to pewniak / wchodzisz w to, czy wymiękasz?”. Muszę przyznać, że wymiękłam.

Absolutnie nie mam nic do zarzucenia warstwie dźwiękowej zaaranżowanej przez Radexa. Myślę, że to ona stanowi najmocniejszą stronę Wilczego humoru. Solidnie zróżnicowany materiał, przechodzący przez taneczne rytmy do rockowych brzmień, zahaczający o jazzowe rytmy, to doskonały melanż, któremu sprostać mógł tylko Bisz. Trudno jednak pozbyć się przekonania, że warstwa tekstowa nie została do końca dopracowana. Raper przyzwyczaił nas do oczekiwania nieoczekiwanego w połączeniach wersowych, tym samym zrywając z utartymi schematami myślowymi. W przypadku tej płyty poza schemat wychodzi tylko warstwa muzyczna. Brak tu zaskakujących metafor czy ciekawej gry słownej, bo nawet jeśli komuś przyjdzie na myśl utwór Nie mam głowy z pierwszymi wersami „nie zrobiłem rewolucji, a nie mam głowy” i zabawa ze związkiem frazeologicznym w refrenie, to warto przypomnieć, że to już było w Głupiomądrym (Wilk chodnikowy). Nie brak też całych patentów powielonych z wcześniejszych płyt jak na przykład Niesława wykonana na wzór utworu Role Playing Life (Wilk chodnikowy). Nie jestem pewna, czy to zamiłowanie do sprawdzonych rozwiązań, czy jednak brak pomysłu na jeszcze większe po(d)kręcenie całego materiału.Po wyżej wspomnianych utworach chyba w ramach samousprawiedliwienia przychodzi czas na wersy: „proszę nie obrażaj, nie obrażaj, nie obrażaj się / że wciąż się powtarza, się powtarzam, nie powtarzaj się” (Nie obrażaj się), i choć nietrudno zgodzić się z muzykiem, że „trzeba czuć ten groove w żyłach” (Pogoń), to nie można przymknąć oka na te dość proste zabiegi stylistyczne.

Jeżeli Bisz nawijał w utworze Legion głosów (Labirynt Babel): „Tak bardzo chciałabym już przestać gadać”, to możemy być pewni, że dwa lata później jego rap stanie się mniej wygadany, ale tym samym niestety ciut płytszy (co i tak nie pozwala go nazwać „czczym gadaniem”, to wciąż wysublimowany przekaz). Z niedopowiedzeń przechodzi w dosłowność, a aura tajemniczości zaaranżowana jest inaczej (nie przez podkłady i teksty, a przez zabiegi marketingowe). Radex niby dotrzymuje mu kroku w minimalistycznej warstwie dźwiękowej, choć jednak to ona wyczuwalnie wybija się na pierwszy plan ponadtrzydziestopięciominutowego materiału.

Nie ma wątpliwości, że Bisz w duecie z Radexem namieszał swoją produkcją w ostatnim kwartale roku. Słusznie prowokując dyskusję na temat tego czy płyta jest rapowa osadzona na szeroko zakrojonej alternatywie (z której znany jest Radex), czy jednak to produkcja okraszona tylko rapowymi wstawkami tekstowymi? We wspominanym tu już utworze padną słowa: „Nie wiem czy ja jeszcze lubię rap, ok, dobrze, lubię / Ciągle zapominam jakie prawa rządzą w grupie” (Nie mam głowy), których co prawda nie możemy wziąć za odpowiedź na postawione pytanie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by potraktować je jako zapowiedź kolejnego muzycznego eksperymentu. Mam nadzieję, że w nowej odsłonie uda się wilkowi nieco lepiej skleić wersy i że nie będzie stawiać tylko na warstwę dźwiękową.

Tekst został uprzednio opublikowany w nr 4 (105) 2016 Kwartalnika Kulturalnego Opcje.



Może Cię zainteresować:

Przewijanie do góry