Miuosh – Pop. (recenzja płyty)

To nie popyt na tani fame



POP., Miuosh, Must Be The Music, Miłosz Borycki, Rap

Wydawca: Fandango Records
Autor: Miuosh
Tytuł: Pop.
Data wydania: 2017
Liczba tracków: 11

Opis Pop. za Empik:
Album Miuosha – „Pop.” – przełamuje schematy myślenia o muzyce hip-hopowej. Dwa lata zaskakujących artystycznych kolaboracji zaowocowały płytą nad wyraz eklektyczną i pełną niestandardowych rozwiązań. Na poziomie warstwy tekstowej wydawnictwo jest niezwykle spójne – wszystkie utwory układają się w jedną intrygującą historię. Zabawa konwencją i eksperymentowanie zaczynają się na poziomie warstwy muzycznej, za którą oprócz Miuosha, odpowiadają także Michał Fox Król, Smolik, Myslovitz i Maciej Sawoch (Soxso/Jóga).

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Rap już dawno przestał być „muzyką bloków” – w jak najbardziej ujmującym wartości znaczeniu tego określenia – i świadczą o tym choćby takie projekty jak kooperacja Bisza z Radexem przy Wilczych humorach, rapowo-punkowy album MC Silka (Rapunk), a teraz także Pop., którym uraczył nasz Miuosh w pierwszym kwartale bieżącego roku. Trudno byłoby zarzucić temu ostatniemu raperowi stylistyczną i gatunkową stałość, wszak to artysta świetnie odnajdujący się zarówno w rapie spod znaku horror rapu, hardcore rapu, psychorapu, trueschoolu, bragga, a także w kooperacji z Jimkiem i orkiestrą NOSPR-ową, nie wspominając już o dodaniu swoich trzech groszy do spektaklu Wujek.81. Czarna ballada w reżyserii Roberta Talarczyka.

Bez wątpienia Pop. już na pierwszy rzut oka wyróżnia się listą gości, dotychczas prawie wcale niemających związku z rapowym światkiem (BAJM, Organek, Katarzyna Nosowska, Myslovitz itd.). Zmianie, co oczywiste, uległo też brzmienie (przesycone głównie elektroniką), ale przede wszystkim, co już mniej oczywiste, warstwa tekstowa, która zostaje zredukowana do koniecznego minimum, w którym można jeszcze rozpoznać charakterystyczny styl rapera, a zarazem uniknąć „przegadania” i banalnych wersów, których mnóstwo znajdzie się we wcześniejszych produkcjach katowickiego muzyka.

Wspominana wyżej wielość, a także różnorodność featujących artystów mogłaby doprowadzić do muzycznej klęski, powodowanej przez niekoherentność materiału, tak się jednak nie dzieje. Pop.owe opowieści charakteryzuje spójność zarówno pod względem poszczególnych tracków (każdy artysta przygotowywał samodzielnie swój tekst), jak i całościowego zamysłu, a wtóruje temu warstwa dźwiękowa. Przygotowana przez Miuosha i gości (bo tak należałoby określać ten projekt) opowieść nie jest powtórzeniem tego, co znajdziemy na co najmniej dziewięciu albumach katowickiego rapera. To historie osoby znajdującej się już w innym miejscu życiowym niż jeszcze dwa krążki temu, wszak pierwsze wersy rozpoczynającego utworu (Nie) głoszą: „czternastego się zaczęła czwarta dycha / rap nie mógłby mnie chyba bardziej już odpychać / Muzyka – mam pisać, jak to jest być jednym z was? / Przez tyle lat nie przetyrałem nawet dnia”. Nie znajdziemy tu zatem wielu treści o rapowym światku, którego „miałem dość […] po czwartym roku” (jeśli dawać wiarę wersowi z poprzedniej płyty), młodzieńczych oczekiwaniach („Nie jara mnie ten hajs, liczby, hype […]”) względem tak zwanej „rap gry”. W zamian dostaniemy dużo prywatnych treści o: życiu obytego ze sceną muzyka oraz jego życiowej partnerce, mieście (chyba najważniejszy składnik płyty: szum ulicy, neony, blask latarni, dym papierosowy – to aż wręcz czuć z każdym uderzeniem werbla) i wielu, wciąż rodzących się w jego głowie życiowych wątpliwościach…

Na płycie nie zabrakło jednak potknięcia, które już kilkukrotnie zostało wytknięte w innych recenzjach tego materiału. Mowa tutaj o kooperacji z Beatą Kozidrak (BAJM) w utworze Miasto szczęścia – niestety, producent nie poradził sobie ze znanym samplem, który, okraszony nowym brzmieniem, daje wrażenie wpadania w fałsz… Gdy ma się w pamięci utwór bazujący na tym samy fragmencie (Widzę gwiazdy formacji DwaZera), pozostaje lekki niesmak, nie wpływa on jednak w sposób znaczący na całościowy odbiór Pop.-u.

Gdzie tu sygnalizowany w tytule pop? W doborze artystów, którzy, choć reprezentują różne gatunki, są jak najbardziej popularnymi wśród słuchaczy polskiej muzyki artystami. Innym odniesieniem będzie popularność poruszanych problemów, ale nie w znaczeniu ich „przegadania” i opracowania przez rzeszę innych artystów, a raczej popularności idącej w stronę tego, że spotykają każdego z nas, mimo że „moje stado, dla którego muszę grać, patrz / Ich oczy pełne są tego, co ledwo znam” (Nie). Różnica życiowych doświadczeń wcale nie staje się przeszkodą w utożsamianiu się z wersami rapera przez fanów tej muzyki, trudno jednak byłoby nazwać płytę głosem pokoleniowym, choćby przez mocno osobistą perspektywę, mającą jednak nieco inne znaczenie, niż zwykło przyjmować się to w rapie…

Choć w utworze Neony, będącym najbardziej autobiograficznym trackiem z płyty, raper stwierdzi on: „jeśli stawiali na mnie, nie mogli wybrać gorzej”, to trzeba przyznać, że warto było stawiać na Miuosha parę lat wcześniej i nie przestawać nawet po słabej płycie z 2014 roku (Pan z Katowic). Z ciekawością należy wypatrywać również kolejnych projektów, ponieważ zdaje się, że dojrzał on do podbijania nie tylko rap-sceny, ale też tej wielkiej, ogólnomuzycznej, wszak „nikt nie krzyczy „stój”, każą iść po swoje, brać co jest” (Nie).

Tekst został uprzednio opublikowany w nr 3-4 (108-109) 2017 Kwartalnika Kulturalnego Opcje.



Może Cię zainteresować:

Przewijanie do góry